Wczoraj wpadłam na pomysł, aby założyć temat "długoterminowy" dla naszej Warszawskiej Grupy Czarnej Oliwki. Nie zakładalibyśmy co miesiąc tematu na kolejne spotkanie, tylko od tego pory kontynuowalibyśmy wszystko w tym temacie. Tu będziemy wybierać miejsca na kolejne spotkania, pisać sprawozdania i wrażenia z nich a poza tym wymieniać się przepisami, wrażeniami na temat własnych eksperymentów kulinarnych i wszelkimi informacjami związanymi z naszą grupą, gotowaniem itp.
Ciekawa jestem, jak się Wam podoba mój pomysł.
Aby zapoczątkować, opiszę wrażenia z mojego wczorajszego eksperymentu kulinarnego. Ugotowałam danie tajskie na podstawie przepisu, jaki znalazłam na opakowaniu przyprawy, którą kupiłam. Przyprawą tą była czerwona pasta curry, saszetka o wadzie 50 g, cena 3,52 zł kupiona w sklepie sieci Asian House (jest ich kilka w Warszawie). Potrawa nazywa się Kaang Ped. Wg przepisu na opakowaniu przyrządza się ją z pokrojonego w kostkę mięsa kurczaka lub wołowiny. Ja pozwoliłam sobie na odstępstwo wg własnej fantazji i ugotowałam danie na bazie polędwiczki wieprzowej (jest delikatna i szybko się ją przyrządza). Mięso podsmażyłam na niewielkiej ilości oleju, dodałam do niego trochę pokrojonej cebulki i czosnku (to moja własna inwencja, bo w przepisie nie było tych składników), pokrojonego w kostkę bakłażana. Po wstępnym podsmażeniu składników podlałam mlekiem kokosowym i odrobiną słodkiej śmietanki (to też mój własny dodatek, bo w przepisie było "coconut cream" a nie wiem co to jest - jest to chyba coś niedostępnego u nas, bo w sklepach widziałam tylko "coconut milk" a w przepisie było, aby dodać i tego i tego), dodałam łyżeczkę ww. czerwonej pasty curry. W przepisie było podane, aby dodać całą saszetkę, ale gdybym to zrobiła, chyba zionęłabym ogniem po spożyciu dania, bo jedna łyżeczka wystarczyła do tego, aby danie było ostre. Saszetka wystarczy mi na przygotowanie kilku dań, bo jeszcze zostało mi sporo tej przyprawy. Wszystkie składniki dusiłam pod przykryciem (nie wymagało to długiego czasu). Sos wyszedł o lekko brązowym kolorze, słodko-ostry, podobny trochę w smaku, kolorze i konsystencji do tego, który był w daniu Moniki i Mikuszka w restauracji indyjskiej. Danie podałam z orientalnym błyskawicznym makaronem vermicelli. Eksperyment udany, było to ciekawe połączenie smaków, danie proste i szybkie w przygotowaniu. Jeszcze dziś czuję zapach i smak mleka kokosowego.
W sklepie do wyboru były jeszcze zielona i żółta pasta curry.
Zróbcie coś, bo nasza ukochana szefowa gada sama ze sobą.
Hanno-Kasieńko, bardzo dobry pomysł miałaś!
A co do przepisów, to próbowałam kiedyś wyszarpnąć od Szymana sposób na kurę curry, którą fantastycznie, jak to on, przyrządził podczas jakiejś majówki. Powiedział, że mi nie da, bo jeszcze zrobię lepiej i co będzie. Wierciłam mu dziurę w brzuchu cały dzień, więc w końcu skapitulował i mówi: No to tak - kupujesz curry firmy Kamis i czytasz to, co jest na odwrocie.
Grupo, dzięki, że zabraliście głos, bo rzeczywisćie zanosiło się na to, że założyłam temat i będę gadać sama ze sobą
Lucy, po pracy gonię do sklepu po curry Kamisu
Następny przepis, który będę musiała tu wpisać to kurczak po senegalsku - danie, które gotowałam na warsztatach oliwkowych. Muszę tylko znaleźć chwilkę czasu na napisanie przepisu.
I tak gadamy ze sobą między spotkaniami i planujemy nowe miejsca, więc zamiast zakładać za każdym razem osobny wątek, możemy mieć jeden stały. Na Gastronomicznym Trampingu wystarczą zdjęcia i sprawozdanie z odwiedzin danej knajpki. A tutaj możemy zaszaleć.
Witam Oliwkowiczów, rety to straszne człowiek nawet chwili nie może znaleźć żeby spokojnie poplotkować na forum. Haniu Kasiu, Sadu wygląda całkiem sympatycznie, ale czy ta knajpka jest rzeczywiście tematyczna, czy może w obcych krajach konsumują także dania pisatowskie? Cenowo całkiem mieźle, więc może...
4 lipca, to dzień uroczysty dla USA, może warto w tę stronę? Ale przecież niekoniecznie. A może jednak coś greckiego, bo to przecież początek wakacji (i tu sie rozmarzyłam, bo ja w tym roku się ich nie spodziewam)
Albo takie Włochy... cieplutkie...
Haniu-Kasiu, to były tylko luźne pomysły. Ja przecież też jestem mięsożerna, czasami zastanawiam się, czy nie za bardzo. Wymienione linki podjerzałam, friday wydaje się interesujący choć brak jest informacji na temat cen (lub ja w swojej ignorancji komputerowej ich nie zauważyłam). Spacerek po Starówce moim skromnym zdaniem jest jak najbardziej mile widziany.
Troche tak, z pilka kopana..... ale my ewentualnie odwiedzilibysmy te knajpe w poniedzialek, niw w pilkarska srode....
A oprocz tego, knajpa ta ma wiele wspolnego z duzymi porcjami zeberek.Tak mi sie cos kolacze.
Ja tam lubię od czasu do czasu zjęść coś lekkiego więc myślę, ze trochę "dietki" nie zaszkodzi. Tym bardziej, że dania wegetariańskie z dobrym piwkiem wcale nie są złe. Aaa cooo ?!
A ja każde z ww. jedzonek lubię i też z piwkiem albo winkiem, a co!!!!!! Znowu będzie pewnie trudno się zdecydować.
Champions to rzeczywiście miejsce od żeberek, które lubi Szyman, ale ceny drinków coś wygórowane - duże piwo 12 zł, drinki 28
Na stronie T.G.I Friday's rzeczywiście nie podano cen, więc trzeba byłoby zrobić rekonesans na miejscu. Swego czasu bywałam tam, ale dość dawno temu. Nawet lubiłam to miejsce - mieli fajne zestawy typu skrzydełka + żeberka + krążki cebuli itp.
Jeśli chodzi o ceny w Champions to można chyba sobbie coś wyobrazić na podstawie oferty na wynos "To Go". Tam sa podane ceny dań, ale trzeba przyjąć jakiś margines (chyba na minus ?), jako że spożycie na miejscu
Pinio, widzę, że złapałaś bakcyla na nasze spotkania. Bardzo mnie to cieszy i z pewnością resztę grupy także, że dołączyła do nas kolejna stała uczestniczka spotkań
Szkoda, że jakoś nam nie wychodzi rozszerzenie działalności grupy o inne formy spotkań. Może czas pomyśleć o jakimś spotkaniu w plenerze - pikniku na zielonej trawce lub czymś podobnym.
Jasne, jakieś sesje wyjazdowe... W grę wchodzą chyba tylko weekendy, biorąc pod uwagę różnorodność zajęć osób przynależnych grupie (chyba, że się mylę), a szkoda, szkoda...
Albo może nie tyle wyzadowe, co praktyczne? Trzebaby cóś pokombinować może?
Pozwolę sobie zacytować na tym forum opinię pewnej osoby na mój temat (bez zgody zainteresowanego):
"Jesteś zboczeńcem jedzeniowym. Zamiast jeść jak normalni ludzie - bułka z masłem, chleb z kiełbachą, suchary, ziemniaki z tłuszczem, to Ty wydziwiasz...... jakieś perwersyjne frykasy... "
Powyższe to na temat sałatki, którą przyrządziłam sobie dziś do pracy
Haniu,
a cóż to była za sałatka ?!
Słuchajcie, wszedłem na stronkę www.samira.pl
Tam chyba się coś zmieniło, tak jakby rozszerzyli menu, zmienili wystrój, albo mi się wydaje? Może byśmy powtórzyli ???
Droga Grupo, sałatka moja dzisiejsza, którą przyznaję bez bicia, że pożarłam w całości w pracy składała się z: 3 ziemniaków ugotowanych i pokrojonych na kawałki, puszki tuńczyka, puszki kukurydzy, kilku ogórków konserwowych i 1 cebulki również pokrojonych w kosteczkę oraz majonezu, pieprzu i soli. Dla normalnych, biurowych zjadacy buły z masłem i kiełbachą jest to perwersja i zboczenie jedzeniowe
Andyk, wielkie brawa za internetowe szperactwo i wynalezienie stronki Samiry. To co zobaczyłam na ekranie niesamowiecie mnie kręci (jest nawet okra w puszcze) i mimo niedawnego spożycia opisanej powyżej sałatki aż pociekła mi ślinka, gdy przeczytałam niektóre pozycje menu. Byłabym bardzo, bardzo za tą powtórką, tym bardziej, że poprzednio byliśmy w dużo węższym gronie niż obecne.
Moniko, jeśli wybierzemy Samirę to dla mnie będzie to spotkanie "sentymentalne", bo od razu przypomina mi się jak stałam od 17:40 na przystanku autobusowym przy Al. Niepodległości i wypatrywałam z niecierpliwością nieznanych mi jeszcze wtedy uczestników spotkania oliwkowego.
Jeśli wszyscy pozostali wiedzą, gdzie mieści się Samira, to może nie trzeba będzie tym razem stać na przystanku.