Przepisy kulinarne Gotujemy z o2.pl

poszukuje przepisu na whisky

tak ja kw temacie moi mili, wiem ze mozna zrobic domowe whisky które smakuje prawie identycznie jak oryginał i prosze o przepis jesli ktos ma.
pozdrawiam

Zgłoś 13.01.17 [00:51] gruuu smakosz whisky

Odpowiedzi

Zgłoś 15.01.05 [11:19] szyman

To masz przed sobą kilkaset lat nauki. Whiski jest mieszanką wielu destylatów jęczmiennych (burbonów ). A jak zapewne się domyślasz skład, proporcje, czas i temperatura dojrzewania jest ściśle strzeżona. Widziałem kiedyś program o produkcji tego cudownego trunku i człowieka, który wręcz z aptekarską dokładnością mieszał składniki i organoleptycznie sprawdzał jakość whiski.
Sam burbon ( nie wiem czy to poprawna pisownia) jest destylatem spirytusowym ze skiełkowanego jęczmienia leżakującym w beczkach dębowych opalanych wewnątrz wiórami dębowymi lub palnikiem w celu wydobycia bukietu i nadania koloru trunku. Gatunek dębu, czas jego suszenia i opalanie ma również ogromne znaczenie. Mniemam, że gatunek jęczmienia, region z którego pochodzi, czas i wilgotność potrzebna do kiełkowania i suszenia jest istotna.
" A jo śtyrdzieści dzisiontków baranów porwołem, dwodzieścio dzisiontków baranów zjodłem, w tym śtyry śmirdzunce i zyje i dobze hej " Walenty Kwiczoł

Zgłoś 15.01.05 [17:48] jahurek

oki spoko ja wiem ze ot lata ale gdzies śłyszałem ze mozna zrobic domowe whisky, ale niestety niepamietam od kogo.

Zgłoś 15.01.05 [22:35] Ola

To ja dodam uwagę: jak do destylatu doda się wióry dębowe, rozcieńczy wodą, zostawi na 2 tygodnie, potem znowu przedestyluje, to nie ma charakterystycznego zapachu dla takich \"destylatów\".
A jak destylat pomieszka z wiórami, to podobno robi sie whiskowaty właśnie smiech.gif
Carpe diem!

Zgłoś 15.01.05 [23:03] Ciotka

A jakby do normalnej wódki dodać takie wióry czy dałoby to smak whisky bo po co bawić się w destylacje bo i tak ten paskudny smak bimbru wszędzie się wyczuje .Zaciekawiła mnie ta dyskusja bo robię różne naleweczki domowe ale whisky nie robiłam ale robię ze spirytusu bo nie lubię smaku bimbru .
Narazie najlepsza z moich produkcji to pigwówka według przepisu Andyka pycha .Chyba zostawię buteleczkę na jakieś super okazje może toruniaki pojadą na spotkanie do Warszawy smiech.gifsmiech.gifsmiech.gif tyle robicie smaku tymi Waszymi spotkaniami że nigdy nic nie wiadomosmiech.gifsmiech.gifsmiech.gif

Zgłoś 16.01.05 [21:14] Ola

Szanowna Ciotka, wióry dębowe faktycznie wyciagają bimbrowy posmak i zapaszek. W zrobionym na takim spirytusiku bimbrowym ajerkoniaku nic się nie czuło usmiech.gif
Na forum jest gdzieś przepis na taką prawdziwą śliwowicę, ale to ciężka praca smutas.gif
Carpe diem!

Zgłoś 16.01.05 [23:05] szyman

Roman !!!
Chodzi chyba o słynną śliwowicę łącką ( z powiatu łąckiego ) a nie o łańcucką.
To ciekawa informacja o wyciąganiu zapachu przez wióry dębowe. Jeśli znajdę więcej czasu to klikne coś z moich doświadczeń z destylatami.
" A jo śtyrdzieści dzisiontków baranów porwołem, dwodzieścio dzisiontków baranów zjodłem, w tym śtyry śmirdzunce i zyje i dobze hej " Walenty Kwiczoł

Zgłoś 17.01.05 [13:44] Monika

W czasach :kryzysowych\" do bimbru wrzucało się pokruszone (nie zmielone!) ziarnka kawy lub granulowaną herbatę. Ulepszało to nieco smak bimbru.
A śliwowicę 70 procentową przywoził czasem mój mąż z delegacji, ale nie pamiętam z jakiego miasta. Ale raczej z Łańcuta niż z Łącka. Podobno nie można jej kupić w sklepie, tylko dostać w prezencie. Dowiem się w środę. Też jest w delegacji, ale niestety nie w tych okolicach. usmiech.gifoczko.gif
Pozdrawiam Monika

Zgłoś 19.01.05 [21:52] zeb74477

SZYMAN
ave i na jowisza usmiech.gif

coś mi się wydaje, że będziemy mieli więcej tematów niż sądzimy teraz ... już szykuję notes usmiech.gif będę zboierał przepisy oczko.gif nie tylko ( jak mi się wydaje będzie tego sporo usmiech.gif )
miłego i do miłego usmiech.gif
pozdrawiający zeb'ER w paski

Zgłoś 06.02.05 [21:51] adi

SZYMAN, co ty zmyślasz????
Burbon to amerykański wynalazek robiony na bazie KUKURYDZY!!!
Nie powiem, wypiłem tego pare wiaderek ale koło whisky to nie leżało.
Burbony są SŁODSZE / wynika to ze specyfiki kukurydzy / dlatego najczęściej amerykanie doprawiaja to "na maxa" aromatami. Niestety chemicznymi.
A to co się miesza aby otrzymać dany gatunek to są czyste destylaty zwane MALT. Łyskacz wymieszany z Maltów nosi nazwę BLENDED MALT lub Malt. Niekiedy sprzedawany jest czysty, niemieszany destylat z jednej beczki. Taka WHISKY nazywa sie SINGLE MALT. Natomiast trucizny niewiadomej referencji noszą "dumną" nazwę BLENDED WHISKY.
W naszym kręgu "kulturowym" niemal wszystkie wyroby polmosowe są blended. Kiedys -jeszcze kilkanaście lat temu- używano dodatków naturalnych. Obecnie wszystkie "aromaty" są kupowane w światowych koncernach produkujących to w "rafineriach żarcia"
Dlatego taka śliwowica Łącka oby trwała wiecznie. AMEN.

Informacja dla Edwarda, który podobno był w Szkocji.
"Szkocka" / i ogólnie europejska / gorzała z jęczmienia nazywa się WHISKY, a WHISKEY używają amerykanie z Tennessee dla swojego Jack Daniels`a / oby żył długo / z powodów dla których Rosjanie piszą na swoich szampanach Igristoje.
A jak nie wiesz o co chodzi to sie nie wypowiadaj bo wychodzisz na buraka większego niz Szyman

Zgłoś 04.03.05 [16:50] trzykolory

Odpowiem na nurtujące was pytania.Prawdziwa whiski jest to destylat z jęczmienia dojrzewający min.3lata w dębowych beczkach. A teraz PRZEPIS: 1litr spirytusu 10-15 kawałków drewna dębowego o wymiarach 10cm na 1cm(osoiście za pierwszym razem połamałem deskę dębową )10-15 rodzynek moczyć to wszystko tydzień lub dwa.Rozcięczć z herbatą Earl Grey.(loub z herbatą o smaku brandy ale trudno ją dstać) czasami trzeba trochę dosłodzić do smaku wszystko zależy od gatunku i jakości dębu Szkoci po dzień dzisiejszy tego nie rozpracowali.Najlepiej smakuje z colą.Jeżeli ktoś ma inny lepszy przepis z chęcią skorzystam i posmakuje...powodzenia.

Zgłoś 17.03.05 [15:51] rsj

adi
burbon to jak najbardziej whisky!
sprawdz sam w sklepie - to zaden wytwor z kukurydzy -
dla mnie najlepszy to Jim Beam

Zgłoś 22.03.05 [17:25] jajo

jak by burbon był whiski to by pisało whiski a nie burbon to jest proste ilogiczne

Zgłoś 26.03.05 [00:43] adi

niestety, nie dla wszystkich jest to logiczne.
Co gorsza wiekszosc zabiera glos w sprawach o ktorych nie ma zielonego pojecia ale za to ile im sie wydaje i jacy sa madrzy na forum...

Zgłoś 28.04.05 [10:36] bencu

do OLI pilem kiedys koniaczek z wiorami debowym tak zrobionymi samemu i powiem niczego sobie ma taki kwaskowy smak winny moze bardziej lekko zoltawy kolor

Zgłoś 28.04.05 [10:43] bencu

CIOTECZKO ty jeszcze nie pilas dobrego bimberku moze ktos cie fuzlami czestowal nie ma nic lepszego i smacznego pilem pigwowke nie wiem czy dobrze napisalem ale niewiem czym sie podniecasz a pilas nalewke z aroni z gotowanymi liscmi z wisni to nie zart sproboj kiedya a nie pozalujesz mam przepis jakby co to zastukaj

Zgłoś 28.04.05 [11:00] bencu

Ach jeszcze jedno tu ladnie opisuje pan trzy kolory pochodzenie i produkcje jakiegos tam koniaku a ja mam to w dupie za przeproszeniem a co nasz to nie jest dobry to co my robimy kolego to co moze ty tez nie piles dobrego koniaczku a moze byle gowno bys wypil jakby wq ladnej butelce i z ladna etykietka i koniecznie amerykanskie to ty robisz z siebie buraka i snoba juz to kiedys przerabialismy w latach komuny pamietacie jak slicznie wygladaly te szyneczki ladnie popakowane i inne artykoly a teraz wychodzi jakie gowno jemy a nasza rodzima szyneczke wyparlismy a teraz czy ktos je jescze nasza rodzima szyneczke w beczcze uwedzona smaczna nie i zdrowa przedwszystkim a nasz rodzimy bimberek to co ja go pije pilje ojciec i pil go dziadek i wszyscy jeszcze zyja troche sie zapedzilem a nie jestem pisarzem ale nie lubie jak codze chwalicie a swgo nie znacie awiecie jak moj bimberek pija w niemczech bo tam czesto jezdze biore go ze soba wiec poracujmy razem nad naszym koniaczkiem udoskonalmy go a co malo ludzi kupowalo w czechach gowno jakies zabarwiane jakas bejca i sie podniecali bo pija koniaczek SNOBY oki sorki ale sie unioslem na tego trzykolory filozof wielki jak chcesz to napisz to ci wysle buteleczke swego calkiem gratis powaga moze zmienisz zdanie ja nie robie bimbru jakiejs chary poprostu koniaczek polski pedzony tylko noca milego

Zgłoś 28.04.05 [11:05] bencu

TRZY KOLORY SORKI TO NIE NA CIEBIE MIALEM TAK NAJECHAC PRZEPRASZAM CIE STARY ALE BUTELECZKE MOGE CI WYSLAC TO ADI TAK PIEPRZY a CIEBIE JESZCZE RAZ SORKI

Zgłoś 28.04.05 [17:27] trzykolory

dodajcie jeszcze szczyptę cukru waniliowego to jest bajka

Zgłoś 03.05.05 [15:47] adi

No pewnie, że bourbon to whisky.
A jabol to wino.
Przecież to wie każde dziecko...

Zgłoś 03.05.05 [19:51] trzykolory

wino jak sama nazwa wskazuje jest robione z winogron ajabol z jabłek ale tematem jest whiski

Zgłoś 04.06.05 [22:52] Ardo

bencu-jestem za popieram.jak masz jakies dobre przepisy podaj
a kto chce niech pije ten rozcieczalnik!!!!!!!!
Rysz_Ardo@wp.pl

Zgłoś 05.06.05 [12:47] Okowit

Ardo popieram
Bncu podaj coś wiecej proszę
Pozdro

Zgłoś 21.09.05 [21:16] hns

ludzie kochani powiem wam e tyle co ja tu przeczytałem i w ogóle znalazłem
w necie to mój sąsiad ma jednym paluszku (bo mu 4 piła obcięła) a zna się na rzeczy bo mieszka na wsi i jak to sie mowi stworzył w okolicy swój monopol. Wszystko co moge powiedziec to jest to że bimber jaki pedzi bije większośc trunków na głowe w samopoczuciu następnego dnia. życze każdemu tagiego sąsiada bo i tanio mozna sie wieczoem napic... usmiech.gif

Zgłoś 27.09.05 [14:38] jozio


ja jestem z łącka i wiem jak sie robi naprawde dobra sliwowice usmiech.gif jesli chcecie wiedziec wiecej to piszcie na gg : 8086819 . dostepna rowniez sprzedaz usmiech.gif

Zgłoś 28.09.05 [13:28] Sepiko

Kiedyś myslałem że te Angolskie wynalzki to odmiana naszej Ksieżycówy , ale to nie prawda zkosztowałem orginału (jest pycha).

Zgłoś 07.05.08 [15:42] Orco

Ludzie!!! Adi ma racje, nazwy się wam pomieszały?? Whiskey to JEST Amerykański wynalazek właśnie na KUKURYDZY!!!

Zgłoś 09.08.08 [19:46] Cichy

wracajac do tematu - przepis na whiskey to tajemnica gorzelni. Nie wiem jakie sa procedury dotyczace beczek., ale wiem ze gorzelnie brytyjskie i szkockie maja ludzi ktorzy jezdza po calym swiecie szukajac starych debowych beczek w ktorych lezakowalo wino.
Tak sie sklada iz czytalem kiedys artykul iz za beczki z polskiej winiarni w Kluczborku w latach 80 zaplacono ciezkie pieniadze. (beczki mialy isc juz na opal). Dzis lezakuje w nich Ludwik XVI.
Pozdrawiam

Zgłoś 26.08.08 [22:59] Zielonypm

Polecam:
Gdybyśmy mieli zapytać o historię whisky osobę najbardziej kompetentną do udzielenia odpowiedzi, czyli Szkota lub Irlandczyka, usłyszelibyśmy dwie zupełnie różne odpowiedzi. You know why?

Ponieważ każda z nacji, wśród których kultura picia whisky wysysana jest wraz mlekiem matki, zaskarbia sobie zaszczyt wynalezienia tego złotego trunku i ma własną, ściśle związaną z dziejami swojego narodu, historię jego spożycia.

Co nie ulega wątpliwości, to fakt, że nie byłoby whisky bez wynalezienia sposobu na destylację alkoholu. Pierwotnie arabskie słowo „al koh’l” odnosiło się do proszku antymonu służącego do malowania oczu, a otrzymywanego w wyniku sublimacji, czyli przemiany ciała stałego w parę pod wpływem ciepła. Podobnie przebiegał- znany w starożytnym Egipcie i przeprowadzany przez mauretańskich uczonych z Andaluzji- proces destylacji alkoholu, który bazował najczęściej na podgrzewaniu wina lub winogron. Do Europy sposób na fabrykowanie alkoholu dotarł za sprawą Arabów, gdzie szybko okrzyknięto go aqua vita, czyli „wodą życia”, zdolną uleczyć nawet najbardziej dotkliwe dolegliwości. Wkrótce przejrzystą cieczą zajęli się alchemicy, lekarze i uczeni: jednym z nich był Paracelsus (1443-1541), który spirytus otrzymywany za pomocą alembiku nazwał alcool vini, na cześć arabskich prekursorów.

Historia irlandzkiej whiskey
Przepuszcza się, że whisky zawdzięcza swoje istnienie braku wina i świętemu. Mówiąc dokładniej: klimatowi panującemu w Irlandii, który uniemożliwiał uprawę winorośli, oraz świętemu Patrykowi, który dotarł na zieloną wyspę w V w. n.e. i przywiózł ze sobą nie tylko zapał ewangelizacyjny, ale także wiedzę o destylacji alkoholu. Zdobył ją w Auxerre w centralnej Francji, jeszcze przed rozpoczęciem działalności misyjnej. Św. Patryk z powodu braku przyklasztornych winnic miał obmyślić sposób, aby alkohol otrzymywać nie z winnych wytłoczyn, ale z ziaren zbóż, porastających zielone wzgórza Irlandii. W następnych stuleciach sztuka wytwarzania uisge beatha („wody święconej”oczko.gif praktykowana była w tajemnicy przez zakonników misjonarzy, by dopiero w XI w. zaistnieć oficjalnie na rynku.

Irlandzkiej uisge beatha skosztowali w 1170 roku żołnierze króla Anglii Henryka II, którzy podczas podboju wyspy w jednym z opactw natknęli się na dębowe beczki. W ich ustach rozgrzewająca ciecz o nazwie uisge beatha przekształciła się w uisce, a następnie w whiskey (w odróżnieniu od szkockiej whisky) i pod tą nazwą wkroczyła do historii. Na XVI wiek przypada rozkwit domowych gorzelni. Podobno królowa Elżbieta I była wielką amatorką whiskey, co zagwarantowało irlandzkim producentom ulgę od podatku, aż do 1661 roku i radykalnych posunięć purytańskiego parlamentu.

Od czasów regulacji prawnych whiskey zaczęto produkować nielegalnie, jako poteen (miejscową odmianę bimbru), co doprowadzało do furii policję podatkową, niezdolną do wykrycia chociaż części z ponad 1500 punktów destylacji alkoholu. Pod koniec XVIII wieku, w czasach kulturalnego rozwoju Dublina, istniało zaledwie 200 zarejestrowanych gorzelni i dopiero ustawa z 1823 roku wprowadzająca obowiązek licencjonowania doprowadziła do stabilizacji rynku.

Za najstarszą oficjalną gorzelnię świata uchodzi Old Bushmills w Irlandii Północnej, która licencję na produkcję whisky otrzymała już w 1608 roku. Prawdziwy rozkwit irlandzkiego przemysłu alkoholowego nastąpił jednak dopiero w czasach trzech wielkich destylerów Dublina: Johna Jamesona, Johna Powera i Georgea Roe. Pierwszy z nich- Szkot John Jameson, założył destylarnię w 1780 roku i już w następnym stuleciu jego marka osiągnęła reputację najlepszej irlandzkiej whiskey, porównywalnej jedynie z produktem drugiego wielkiego destylera, Johna Powera. Od tego czasu obie gorzelnie rywalizowały ze sobą, aż do momentu, w którym ekonomiczna konieczność zmusiła ich do zaprzestania walki i połączenia sił.

Złe czasy dla irlandzkiej whiskey nastały po powstaniu wielkanocnym w 1916 i rozpoczęciu kilkuletniej wojny domowej. Embargo handlowe nałożone na Irlandię wykluczyło eksport towarów do wielu krajów, poza Stanami Zjednoczonymi, w których właśnie w 1920 roku rozpoczynała się prohibicja. W tej sytuacji przemysł monopolowy Irlandii po prostu upadł, a zniesienie prohibicji 13 lat później niewiele zmieniło, ponieważ osłabione gorzelnie nie były w stanie rywalizować ze swoimi znacznie prężniejszymi konkurentami ze Szkocji. Długotrwały kryzys przetrwało jedynie pięć gorzelni, a trzy z nich: Jameson, Power’s i Cork Distilleries w 1966 roku utworzyły Irlandzką Grupę Destylerów. W 1973 roku dołączyła do nich najstarsza gorzelnia świata, Old Bushmills. Obecnie irlandzką whiskey produkują jedynie w trzech ośrodkach: Bushmills, Midleton, a od 1989 także w Cooley.

Historia szkockiej whisky
Najstarsza wzmianka o destylacji alkoholu w Szkocji pochodzi z 1494 roku i ma postać zapisu w Rejestrze Skarbowym, w którym zakonnik John Cor z opactwa Lindores otrzymuje od króla Jakuba IV zgodę na zakup 870 kg jęczmiennego słodu, w celu wyprodukowania „aqua vita” („Eight bolls of Malt to Friar John Cor wherewith to make aquavitae”oczko.gif . Łacińskie „aqua vita” to oczywiście szkockie uisge beatha, czyli whisky w swojej pierwotnej postaci.

Podobnie jak w przypadku Irlandii, pierwsze alkohole były destylowane przez mnichów; whisky wytwarzano głównie w klasztorach położonych na północy, gdzie klimat i temperatura zapewniały odpowiednie warunki do produkcji „wody życia”. Za panowania Jakuba IV z dynastii Stuartów i jego następców, okowita służyła z początku głównie do celów medycznych: ówcześni chirurdzy stosowali ją do balsamowania zwłok przed sekcją. W 1505 roku cech chirurgów i balwierzy w Edynburgu otrzymał wyłączne prawo do wytwarzania i sprzedaży alkoholu na terenie miasta.

W 1560 roku, kiedy rozwiązano zgromadzenia zakonne i pobożni bracia rozproszyli się po całym kraju w poszukiwaniu dachu nad głową, ówczesna ludność nie omieszkała wykorzystać ich wiedzy o wytwarzaniu okowity. Już kilkanaście lat później, prymitywne „gorzelnie” stanowiły nieodłączną część gospodarstw domowych. Pod koniec XVI wieku domowe pędzenie spirytusu stało się tak popularne, że parlament szkocki surowo zabronił jego produkcji, mając na uwadze niskie plony i możliwy niedobór żywności. Nie zaszkodziło to jednak szkockiej whisky, która już wkrótce stała się towarem eksportowanym do Irlandii, Anglii i Francji.

W połowie XVII wieku przewidywana wojna z królem Anglii Karolem I skłoniła szkocki parlament do wprowadzenia w 1644 roku podatku od napojów alkoholowych. Był to pierwszy podatek, rozpoczynający konflikt między władzą państwową a producentami whisky, którym nie w smak były dodatkowe wydatki. W 1713 roku, już po połączeniu parlamentów Anglii i Szkocji i utworzeniu Szkockiego Urzędu Akcyzowego, na producentów nałożono angielski podatek słodowy (Malt tax), który był kolejnym ciosem dla małych gorzelni. Większe bowiem- jak wytwórnia Ferintosh Duncana Forbesa albo późniejsza gorzelnia rodziny Haig-Stein- radziły sobie świetnie. Trudne warunki życia i wysokie podatki zapoczątkowały blisko 150-letni okres nielegalnej produkcji tego trunku i kontrabandy.

Szacuje się, że w okresie intensywnego przemytnictwa, co rok konfiskowano około 14 tys. nielegalnych aparatów destylacyjnych. W 1777 roku w samym Edynburgu istniało 400 nielegalnych i tylko 8 koncesjonowanych gorzelni. Taka sytuacja zmusiła rząd brytyjski do zmiany polityki wobec szkockich górali: zamiast powiększać odziały królewskich poborców podatkowych, wydano w 1823 roku tzw. Excise Act,, częściej znany jako Whisky Act. Ustawa ta regulowała produkcję whisky i zmniejszała o połowę podatek od sprzedaży trunków. Dzięki niej, szkoccy gorzelnicy zaczęli legalizować swoje firmy: w latach 1823-1825 liczba koncesjonowanych gorzelni wzrosła ze 125 do 329.

Pod koniec XIX wieku rozpoczęła się złota era dla szkockiej whisky. Europa łaknęła wtedy mocnego alkoholu, który mógłby zastąpić koniak, zniszczony w latach 1860-1890 atakiem filoksery. Zbiegło się to z modernizacją wielu wytwórni „maltów” i rozpoczęciem produkcji łagodniejszej whisky mieszanej, co wkrótce doprowadziło do dwukrotnego wzrostu produkcji. W 1885 roku sprzedaż alkoholu przyniosła skarbowi państwa 14 milionów funtów, czyli kwotę przewyższającą wydatki na utrzymanie Królewskiej Marynarki Wojennej w okresie największej potęgi brytyjskiego imperium.

W czasie I wojny światowej zaprzysięgły abstynent- premier Wielkiej Brytanii Lloyd Georgie, starał się wprowadzić prohibicję, jednak w wyniku sprzeciwu społeczeństwa, jego działanie zostało ograniczone do wydania tzw. Immature Whisky Act- rozporządzenia, które zabraniało sprzedaży whisky młodszej niż trzyletnia. Dzięki temu „szkocka” zyskała na jakości, która w niesłabnącym tempie podnosiła się do dnia dzisiejszego. Nawet prohibicja w Stanach Zjednoczonych, wprowadzona w latach 20-tych XX wieku, jedynie wzmocniła trunek, przydając mu aury „owocu zakazanego”.

Współcześnie szkockie whisky słodowe mają reputację alkoholu o nie tylko bogatej tradycji, ale także o niezwykle wyrafinowanych bukietach. Kto choć raz miał okazję spróbować „malta” z Cragganmore, Dalwhinnie, Glenkinchie, Lagavulin, Oban czy Talisker, nigdy nie zapomni tego smaku. Dotyczy to zarówno najbardziej popularnych marek, takich jak Glenfiddich, Glenmorangie, The Glenlivet i The Macallan, jak i mniej znanych, przeznaczonych na rynek lokalny, ni

Zgłoś 26.08.08 [23:01] Zielonypm

Podobnie jak w przypadku Irlandii, pierwsze alkohole były destylowane przez mnichów; whisky wytwarzano głównie w klasztorach położonych na północy, gdzie klimat i temperatura zapewniały odpowiednie warunki do produkcji „wody życia”. Za panowania Jakuba IV z dynastii Stuartów i jego następców, okowita służyła z początku głównie do celów medycznych: ówcześni chirurdzy stosowali ją do balsamowania zwłok przed sekcją. W 1505 roku cech chirurgów i balwierzy w Edynburgu otrzymał wyłączne prawo do wytwarzania i sprzedaży alkoholu na terenie miasta.

W 1560 roku, kiedy rozwiązano zgromadzenia zakonne i pobożni bracia rozproszyli się po całym kraju w poszukiwaniu dachu nad głową, ówczesna ludność nie omieszkała wykorzystać ich wiedzy o wytwarzaniu okowity. Już kilkanaście lat później, prymitywne „gorzelnie” stanowiły nieodłączną część gospodarstw domowych. Pod koniec XVI wieku domowe pędzenie spirytusu stało się tak popularne, że parlament szkocki surowo zabronił jego produkcji, mając na uwadze niskie plony i możliwy niedobór żywności. Nie zaszkodziło to jednak szkockiej whisky, która już wkrótce stała się towarem eksportowanym do Irlandii, Anglii i Francji.

W połowie XVII wieku przewidywana wojna z królem Anglii Karolem I skłoniła szkocki parlament do wprowadzenia w 1644 roku podatku od napojów alkoholowych. Był to pierwszy podatek, rozpoczynający konflikt między władzą państwową a producentami whisky, którym nie w smak były dodatkowe wydatki. W 1713 roku, już po połączeniu parlamentów Anglii i Szkocji i utworzeniu Szkockiego Urzędu Akcyzowego, na producentów nałożono angielski podatek słodowy (Malt tax), który był kolejnym ciosem dla małych gorzelni. Większe bowiem- jak wytwórnia Ferintosh Duncana Forbesa albo późniejsza gorzelnia rodziny Haig-Stein- radziły sobie świetnie. Trudne warunki życia i wysokie podatki zapoczątkowały blisko 150-letni okres nielegalnej produkcji tego trunku i kontrabandy.

Szacuje się, że w okresie intensywnego przemytnictwa, co rok konfiskowano około 14 tys. nielegalnych aparatów destylacyjnych. W 1777 roku w samym Edynburgu istniało 400 nielegalnych i tylko 8 koncesjonowanych gorzelni. Taka sytuacja zmusiła rząd brytyjski do zmiany polityki wobec szkockich górali: zamiast powiększać odziały królewskich poborców podatkowych, wydano w 1823 roku tzw. Excise Act,, częściej znany jako Whisky Act. Ustawa ta regulowała produkcję whisky i zmniejszała o połowę podatek od sprzedaży trunków. Dzięki niej, szkoccy gorzelnicy zaczęli legalizować swoje firmy: w latach 1823-1825 liczba koncesjonowanych gorzelni wzrosła ze 125 do 329.

Pod koniec XIX wieku rozpoczęła się złota era dla szkockiej whisky. Europa łaknęła wtedy mocnego alkoholu, który mógłby zastąpić koniak, zniszczony w latach 1860-1890 atakiem filoksery. Zbiegło się to z modernizacją wielu wytwórni „maltów” i rozpoczęciem produkcji łagodniejszej whisky mieszanej, co wkrótce doprowadziło do dwukrotnego wzrostu produkcji. W 1885 roku sprzedaż alkoholu przyniosła skarbowi państwa 14 milionów funtów, czyli kwotę przewyższającą wydatki na utrzymanie Królewskiej Marynarki Wojennej w okresie największej potęgi brytyjskiego imperium.

W czasie I wojny światowej zaprzysięgły abstynent- premier Wielkiej Brytanii Lloyd Georgie, starał się wprowadzić prohibicję, jednak w wyniku sprzeciwu społeczeństwa, jego działanie zostało ograniczone do wydania tzw. Immature Whisky Act- rozporządzenia, które zabraniało sprzedaży whisky młodszej niż trzyletnia. Dzięki temu „szkocka” zyskała na jakości, która w niesłabnącym tempie podnosiła się do dnia dzisiejszego. Nawet prohibicja w Stanach Zjednoczonych, wprowadzona w latach 20-tych XX wieku, jedynie wzmocniła trunek, przydając mu aury „owocu zakazanego”.

Współcześnie szkockie whisky słodowe mają reputację alkoholu o nie tylko bogatej tradycji, ale także o niezwykle wyrafinowanych bukietach. Kto choć raz miał okazję spróbować „malta” z Cragganmore, Dalwhinnie, Glenkinchie, Lagavulin, Oban czy Talisker, nigdy nie zapomni tego smaku. Dotyczy to zarówno najbardziej popularnych marek, takich jak Glenfiddich, Glenmorangie, The Glenlivet i The Macallan, jak i mniej znanych, przeznaczonych na rynek lokalny, nie mówiąc już o specjalnych edycjach lub „single cask”, czyli whisky pochodzącej tylko z jednej beczki.

Źródło: Foody pl

Zgłoś 20.01.09 [11:55] john dooe

Robie doskonałą whisky już od kilku lat
prawda o niej jest jedna
w czasach prochibicji to był bimber
a jak nadać smak
paliliście kiedyś cukier
to go spalcie
rozróbcie z gotującą się wodąoba składniki muszą być wrzące (inaczej się nie zmieszają i będą mętne
im dłużej przypalicie cukier tym będzie wasza whiski miała ciemniejszy kolor i będzie mniej słodka.
bimber musi być minimum dwukrotnie destylowany.
rozróbcie go z uzyskaną przypalanką
minimum 50 % życze smacznego.
serwuje takie trunki znajomym ludziom na poziomie
śmieje się z nich
wszyscy myślą że piją whiski(bo piją tylko moją jedyną prawdziwą)