Przepisy kulinarne Gotujemy z o2.pl

ŚMIESZNE HISTORIE W KUCHNI

Może napiszecie tu co wam się śmiesznego przytrafiło w kuchni?

Zgłoś 15.06.12 [10:35] mycha

Odpowiedzi

Zgłoś 08.12.02 [13:20] ewa

mnie na początku mojej działalności w kuchni zdarzały się historie raczej opłakane,
jak np. rozklejanie się pierogów w czasie gotowania - po ponad godzinnym ich klejeniu. Nie muszę mówić, że miało to być danie główne dla kilku osób...
...a kiedyś znowu zrobiłam biszkopt bez mąki...
...ale najbardziej lubiłam oszukiwać moją teściową usmiech.gif
i dania z baru po lekkich zabiegach kosmetycznych podawałam na stół jako dzieło własnych rąk usmiech.gif
Pochwałom nie było końca. Oczywiście już się poprawiłam. Ale początki były trudne i niejedno ze złości wrzuciłam do kosza.

Zgłoś 08.12.02 [14:18] Dana

Przygotowując w pośpiechu na obiad kulebiaka nie dodałam do ciasta drożdży. Byłam bardzo zdziwiona, że ciasto jest twarde i nie wyrośnięte. Dopiero wieczorem zobaczyłam w lodówce całą paczkę drożdży.

Zgłoś 09.12.02 [11:50] madzik

moje zabawne historie zdarzały sie przy gotowaniu z tatą kiedy mama postawila nas w stan gotowości bojowej i kazala nam sobie zrobić obiad.Wówczas ja jako 15 latka w kuchni zupełnie niedoświadczona i mój tata mimo wieku niedoświadczony jeszcze bardziej odkryliśmy w lodówce ku swojej radości garnek rosołu.Podgrzalismy,posoliliśmy lekko i zjedliśmy z makaronem.Owa zupka wydała sie nam nie co mdła i ogólnie ,,bezpłciowa " ale jak rosół to rosół.Dopiero gdy mama wróciła z pracy zrobiła nam awanturę bo zeżarlismy wywar na zupę na następny dzień.
Innym razem byłam tak zaaferowana robieniem obiadu i gdy rosołek (znowu ten rosół !!!) sie ugotował-doprawiłam go ,zamieszałam i ...odcedziłam do zlewu !!!

Zgłoś 09.12.02 [13:41] mycha

Opowieść justi przypomniała mi o pewnej wpadce mojego kumpla.
A było to tak. Wysłał on swoją żonę z dzieckiem na wczasy i jako słomiany wdowiec musiał sam sobie kucharzyć. Przyszedł więc kiedyś zmęczony z pracy zagląda do lodówki a tam tylko smalec w słoiku i jajka. Wpadł na świetny pomysł żeby zrobić sobie jajecznicę. Wyjął patelnię wrzucił na nią łyżkę smalcu i czeka cierpliwie, aż mu się smalec roztopi no i się roztopił. Przyszła kolej na jajka wbił ich kilka i miesza, miesza, posolił, przełożył na talerz i zabrał się do pałaszowania. I tu nagle konsternacja. DLACZEGO TA JAJECZNICA JEST SŁODKA???!!!
Jak nam potem opowiadał okazało się że to nie był smalec tylko miód sztuczny. A najśmieszniejsze było to że kolega widział etykietkę na słoiku. Ale jak sam póżniej stwierdził Przecież Asia ( jego żona )
różne rzeczy do słoików przelewa. Pozdrowienia

Zgłoś 12.12.02 [09:05] oriente

przypomniałao mi się jak kiedys próbowałam oszukiwać rodzinkę i przyjaciół, że jestem mistrzynią w pieczeniu ciast.... Nastał akurat taki okres, kiedy zapowiadało się kilka poważnych imprez w domu i to właśnie ja miałam je przygotowywać... ż sałatkami, mięsem i innymi daniami nie miałam większych problemów, lecz kiedy uświadamiałam sobie, że muszę upiec tort - dostawałam gorączki!!! jedynym wyjściem było kupienie gotowego biszkopta, kremu do tortów w torebce i paru drobiazgów na wierzch, tak przygotowany torcik - zawsze zdobywał uznanie ( a ja jaka dumna!!!), lecz kiedys taki tort zanoisłam do pracy z okazji swoich urodzin... szef był sprytniejszy ode mnie... pewnie sam to praktykował... Spotkał mnie wstyd i od tej pory zawsze mówie że nie mam czasu na torty i kupuję je po prostu w cukierni, ponieważ przez te wszystkie lata nie przyszło mi do głowy, aby po prostu nauczyć się piec..Do tej pory to moja pięta Achillesa...

Zgłoś 22.12.02 [18:59] Andromeda

pewna znajoma mojej rodziny gotowała kiedyś grochówkę. tyle że zamiast grochu wsypała do zupy... ziarna kukurydzy! najlepsze jest to że nawet się nie zorientowała tylko podała taką zupkę rodzinie. trochę ją zaniepokoiło że "groch" nadal jest twardy, pomimo namaczania i gotowania. historię tę zna już bardzo dużo osób, głównie dlatego że ta zarówno ta pani, a jeszcze bardziej je mąż znani są z kulinarnych zamiłowań - tym większa wpadka usmiech.gif

Zgłoś 22.12.02 [19:05] Andromeda

hehe, apropos mikrofalówek... dawno temu, kiedy mikrofalówki nie były jeszcze tak pospolite ludzie nie byli też do końca zaznajomieni z zasadami ichdziałąnia. otóz moja mam nie uwieżyłą że jajek w mikrofali gotować się nie da. myślała że chodzi tylko o jajka w skorupkach - że może je rozsadzić od środka. ale dlaczego by nie spróbowac odgrzać jajka ugotowanego rano na twardo, bez skorupki? minutę później wiedzieliśmy już dlaczego. wyciągnęła owo jajo z mikrofali i na początku wszystko wydawało się w porządku, dopóki go nie spróbowała przekroić. wtedy pękło jak purchawka a caly dom wypełnił zapach przypominający siarkowodór... czyli smród zgniłych jaj, skondensowany do n-tej potęgi! feee...

Zgłoś 29.12.02 [01:40] tolek

Całe szczęscie ,że go nie wzieła ( tego jajka)do ust- bylaby booomba usmiech.gif

Zgłoś 29.12.02 [01:44] Tolek

Kiedyś w pośpiechu robiłam kawe z expresu, byłam kompletnie zaskoczona, że w dzbanku jest jakas lurka koloru wody- okazało się ,że do filtra nie wsypałam kawy....

Zgłoś 29.12.02 [12:24] emma


Moja siostra była święcie przekonana, że jajko zanim ugotuje się na miękko najpierw trzeba ugotować na twardo a potem odpowiednio długo wydłużyć czas gotowania aż ........ zmięknie. smiech.gif
Nadmienię, iż o słuszności swojej teorii przekonana ona była jeszcze jako nastoletnia dziewczyna.

Inną jajową wpadkę miał mój znajomy, który słyszał, jak kiedyś opowiadałam, że bardzo szybko potrafię zrobić jajo na miękko w mikrofalówce.
Nie chciał być gorszy, spróbował nie pytając mnie o dokładny sposób w jaki się to robi.
Jajo w skorupce włożył do mikrofalówki.....
.... i co się stało później nie trudno się nie domyśleć. smiech.gif

Zgłoś 29.12.02 [13:09] alessa

jako mala dziewczynka jadalam jajka tylko na miekko , jezeli zoltko nie bylo lejace nie moglam "przelknac " . kiedys przyjechala siostra mamy w odwiedziny , no i pech chcial ja zazyczylam sobie jajko na miekko . dokladnie cioci opisalam , jak musi wygladac zoltko , ale bialko musialo byc calkowicie sciete . ciocia zaczela gotowac jaja . pierwsze bylo za malo ugotowane , drugie juz bylo calkowicie na twardo , trzecie i czwarte tez minie pasowaly . po ugotowaniu 10 jaj , ktore byly w lodowce , ciocia stwierdzila , ze musze zjesc kanapke z serem , bo nie ma juz jajek . trzeba dodac , ze tym gotowaniem jajek doprowadzilam ja do szalenstwa .
w tym roku swieta cala rodzina spedzala u niej , no i w zartach spytalam sie czy umie juz ugotowac jajko na miekko ze scietym bialkiem . ponowne proby nie wyszly . no , ale ja mialm ulatwione zadanie z zakupem prezentu dla niej : dostala urzadzenie do gotowania jajek , w ktorym jak ustawi ze ma byc na miekko to bedzie dokladnie tak na miekko , jak jej siostrzenica lubi !!!!!!!usmiech.gif

Zgłoś 29.12.02 [19:42] Lencja

Moje wpadki w kuchni nie wspominam jako śmieszne - może nie gotuje jeszcze tak długo ( 4 lata). Ale wpadka mojego męża była zabawna. Otóz kiedy jeszcze nie bylismy po slubie on mieszkał sam w wynajmowanym mieszkanku. Więc czasami jak mnie nie było starał się sam cos upichcić. Kupił sobie gulaszowe juz pokrojone. Wstawił do garnka wode i do gotującej wrzucił kasze w woreczku. Na patelnie wrzucił mięsko, posolił i poszedł odgladac telewizję....A, że był dobry film.... Woda sie wygotowała, lecz kasza została, ale jak sie później okazała kompletnie jałowa.... nie posolił wody (i do teraz o tym zapomina )A na patelni zastał dosłownie pare spieczonych skwareczków....I nadal był głodny po jałowej kaszy...hihihi. Ale teraz ja w wiekszosci gotuję i jak czegoś nie umiem to poprostu nie robie...A jezeli on ma ochote coś pogotować to ja mu solę wode no i nie wypuszczam go z kuchni na telewizje....

Zgłoś 29.01.03 [21:01] kartoflanka

Opowiem wam jak to powoli na moich własnych i mojego chłopaka (teraz męża) błędach uczyliśmy się gotować w akademiku...... Jako świeżo upieczeni studenci (och jak to było dawno temu) czasem wypadło mi ugotować małe co nieco. Głodni byliśmy jak....Pamiętam że od zawsze lubiłam pierogi więc po zakupieniu mrożonych pierożków w najbliższym sklepie raźno wzięłam się do przygotowania tzw okrasy z cebulki podsmażonej na boczusiu. Wyszła super! Pierożki w tym czasie gotowały się a nasze żołądki podskakiwały i popiskiwały z uciechy. Jakież było moje zdziwienie gdy gotujące się pierogi wypłynęły na powierzchnię i pokazały się na nich piękne czerwone plamy - to były TRUSKAWKI. Byłam tak zdesperowana i głodna, że polałam je sobie zła - tą cebulką (mój chłopak nie zdecydował sie na ten gest rozpaczy tylko je posłodził) i o dziwo smakowało!!!!. To musiałbyć dopiero głód...albo miłość ......(do pierogów???). Pozdrawiam wszystkich równie praktykujących w akademikach studentów.

Zgłoś 08.02.03 [09:09] Qchcik Qba

Kartoflanko!
Twoja historia mnie wzruszyła...Wyobraziłam sobie twój głód, zaskoczenie i desperację! Prawdą jest, że głód to najlepsza przyprawa usmiech.gif

I mnie się coś przypomniało.
Dotyczy historia nie tyle gotowania...co jedzenia. Wracaliśmy znad morza do domu. W kieszeni ostatnie złotówki. Decyzja, żeby na pożegnanie z morzem zjeść rybę w smażalni. Pani nakłada na tekturową tackę smażonego dorsza. Nam się oczy śmieją do rybki. Mój synek - mały wtedy - wyciąga łapki: ja, ja zaniosę. Więc daję mu do rąk tackę. Niesie ostrożnie i z namaszczeniem, jak tylko dzieci potrafią. I nagle - bęc! Ryba spada na zapiaszczoną ścieżkę. Dzieciak ze łzami w oczach zbiera się na nóżki. My z niedowierzaniem i wielkim żalem wpatrujemy się w to co do niedawna było smażonym dorszem. Po prostu osłupienie usmiech.gif Wszystko dostało pięknej panierki piaskowej...Nie było żadnej możliwości odratowania choć części. Został jakiś paskudny napój do picia i chleb w serwetce do przegryzienia, który nie wypadł z rąk męża, mimo silnych wrażeń.
Do domu dojechaliśmy piekielnie głodni, wiedząc, że to pożegnanie z morzem długo pozostanie w naszej pamięci.

Zgłoś 09.02.03 [13:27] arszulka

Mam nadzieje ze rodzice mojej kolezanki sie nie obraza bo to ich historia z poczatkow małzenstwa>Mieszkali z rodzicami w małym domku z ogrodem gospodyni robiła rosół czy jakas inna zupe i poprosiła swiezo upieczonego mezusia by poszedł po włoszczyzne,Facet wraca po 15 minutach i mowi:marchewke ,seler i pietruszke znalazłem ale nigdzie nie widziałem włoszczyzny....

Zgłoś 14.02.03 [22:21] arszulka

To tak nawiazujac do goracego tematu"szpinak"znajoma mnie obdarowała dwoma workami taaakimi duzymi czarnymi wypełnionymi liscmi owego smakowitego zielska,zobaczywszy ilosc pomyslałam "o kurcze tydzien zarcia"po godzinnym myciu,przebieraniu w garnuszku ilosc gotowa do spozycia rownała sie 1 pełnej!!...garści.Od tamtej pory kupuje mrozony oczko.gif

Zgłoś 21.02.03 [14:16] AAA

Z kolei mój chłopak, zaraz kiedy zamieszkaliśmy razem, stwierdził, że zrobi gołabki. Chciałam mu pomóc ale on uparcie twierdził, że jest o nibo lepszym kucharzem ode mnie. Więc sie nie wtrącałam. Przygotował ryż, mięsko, cebulę, przyprawiał, próbował... i nagle woła: kochanie, coć na chwileczkę. Już wiedziałam, że coś jest nie tak. Okazało się, że całą kapustę ugotował aż zupełnie zmiękła i zaczął obierać liście....

Zgłoś 03.03.03 [01:16] vega

a propos golabkow:ja kiedys usilowalam zrobic golabki nie gotujac kapusty.Szlag mnie trafial ze te liscie sie tak zle oddrywaja,rwa na kawalki i w ogole oczko.gif .
a najpiekniejsza rzecza,ktora nie wiedziac czemu dosc regularnie mi sie przytrafia,jest solenie kawy oczko.gif .I zawsze trafi sie jakas ofiara,ktora sie tego napoju napije zanim zraze go wylac oczko.gif ...

Zgłoś 05.03.03 [11:49] arszulka

bodajze w Libi słodza herbate ,moze w popradnim wcieleniu byłas Libanka tylko sie mylisz oczko.gif to do vegi

Zgłoś 24.03.03 [11:45] Krystal

u mnie było tak, że piekłam bardzo dobry keks, z bakaliami, zapachami etc. Nazajutrz mieli być goście. Niestety, przy obracaniu formy (musiałam, bo piekarnik mi przypalał z jednej strony) zawadziłam o cos i całe ciasto wylądowało na taborecie. Wqrzyam się straszliwie, do łez. Mama przybiegła, zobaczyła, co jest i mówi : idź, dziecko, na spacer, uspokój się, a ja się tym zajmę. Poszłam. Następnego dnia przyszli goście, ja patrzę - a mama przynosi tego zakalca (którego wsadziła z powrotem do foremki i dopiekła !!!) i mówi : spróbujcie, trochę twardawe, bo wypadło na stołek w trakcie pieczenia, ale tak ładnie pachniało, a córcia tak się starała..... Myślałam, że się spalę ze wstydu.

Zgłoś 14.07.03 [13:13] micola

Czytając wszystkie powyższe wypowiedzi przypomniało mi się kilka moich wpadek:
1) jeszcze w akademiku ugotowaliśmy z mężem naszą pierwszą zupę fasolową, ponieważ oboje lubimy zupę fasolową ugotowaliśmy dużo, zaprawiając mąką, żeby była gęsta. Jedliśmy ją tydzień ! , bo za każdym razem jak wystygła była tak gęsta że trzeba było dolewać wody.
2) parę lat temu piekłam makowiec tzw japoński, jednym ze składników są drobno pokrojone jabłka. Ponieważ jabłek miałam mało i nie chciałam żeby rodzina je wyjadała, schowałam przygotowane jabłka do szafki z naczyniami, zostały "odkryte" przez męża, gdy ciasto było już w piekarniku i zaczęło rosnąć, wyjęłam ciepłe ciasto z piekarnika, wylałam do miski, wymieszałam z jabłkami i z powrotem do piekarnika, udało się ! urosło i nie miało zakalca !
3) Kiedyś gotowałam zupę jarzynową z fasolką szparagową. Fosolkę miałam pokrojoną, zblanszowaną, zamrożoną. Na półce na której była fosolka było jeszcze kilka innych rzeczy min ząbki czosnku (czosnek zaczął rosnąć więc obrałam i zamroziłam), no i wiadomio już co było dalej : sięgnęłam po "fasolkę", wrzuciłam do wrzącej zupy i w tym momencie zorientowałam się że to czosnek ! Zupa została uratowana, miała trochę nietypowy smak. Czosnek niestety nie, od tamtej pory nie mrożę czosnku.
4) Poprosiłam kilkunastoletnią córkę o zrobienie zakupów, miała kupić chleb, piersi z kurczaka i dla siebie słonecznik. Wróciła do domu tylko ze słonecznikiem: chleba nie kupiła bo zapomniała, a piersi nie było, z kurczaka były tylko filety !
5)Na jednym z przyjęć rodzinnych, 6-letni kuzyn pomagał mi nakrywać do stołu, min niósł śledzie na talerzyku z kuchni do pokoju, potknął się o dywan, śledzie wylądowały na dywanie. Dziecku na szczęście nic się nie stało. Tego dnia nie jedliśmy śledzi, a ich zapach na dywanie czułam b.długo, pomimo starannego czyszczenia.

Zgłoś 15.07.03 [08:03] skorpionka01

To i ja dorzucę swoją opowieść.
Czekałam pełna zdenerwowania na męża (a było to 3 lata po ślubie), który wracał po 8 m-cach nieobecnośći do domu.
Dzwoni z trasy,że za godzinę już będzie.Na kuchni nerwowo gotują się młode ziemniaczki i rosołek.Jeszcze minuta, jeszcze dwie i mój długo oczekiwany luby już jest w moich ramionach - spragniony także strawy domowej.
Biegnę pełna zachwytu nad swoim dziełem ( że taka sprytna przygotowałam to co mąż lubi) , szybciutko odcedzam ziemniaczki, podrzucam, odkrywam pokrywkę, zaglądam do środka zdumiona,że jakoś lekko się zrobiło w garnku i...........................patrzę przerażona,że zamiast ziemniaków odcedziłąm rosół !!!
Siadłam na podłodze i ryczałam ze wstydu i złości.
Skończyło się na ziemniakach i jajku sadzonym ale i tak obiad smakował wyśmienicie i mimo,że minęło już 20 lat wspominamy go czule.

Zgłoś 15.07.03 [19:43] aga

Mając po ok 12 lat będąc z koleżanką u tej trzeciej obserwowałyśmy jak gotuje makaron. Już wtedy uważała siebie za dobrą kucharę i we wszystkim była tą naj. My dwie widząc jak do zimnej wody wrzuca makaron okazałyśmy zdziwienie i poinformowałyśmy ją o tym że makaron wrzuca się na gotującą wodę. Ona na to z wyższością: w każdej rodzinie są inne tradycje kulinarne! Teraz już dużo starsze często się z tego śmiejemy. Pozdr

Zgłoś 16.07.03 [12:38] Maciejek

hmm dodam i swoją tragikomiczną historię usmiech.gif
No więc pewnego pieknego poranka stwierdziłem że mam ochotę na pyszniutką jajecznicę ze swieżymi pomidorami, boczkiem i szczypiorkiem. Wiadomo pycha usmiech.gif
więc wyciągam patelnie, podgrzewam, wrzucam pyszny boczek i podsmażam, następnie dorzucam pomidory oraz szczypiorek wszystko się pieknie pichci, no i jak juz podstawa dania była gotowa wyjąłem z lodówki jajka wbijam pierwsze wprost na patelnie i.........czuję że coś śmierdzi smutas.gif To nie ja, psa też nie ma w pobliżu chodź zazwyczaj czycha na smakowite kąski, więc to nie jego sprawka. Pochylam się nad moją pyszną jajecznicą i odrzuca mnie odór zgniłego jajka smutas.gif Przestrzegam wszystkich zanim rozbijecie jajko do jajecznicy czy innej potrawy lepiej wcześniej je sprawdzcie, zdarzają się czasem nawet w najlepszej kuchni takie "zgniłe kwiatki". Finał był taki że calą pracę wzieło w łeb potrawa wylądowała w muszli klozetowej a mnie odeszła na jakiś czas ochota na jajecznicę. Pozdrawiam jajcarzy usmiech.gif !!!

Zgłoś 24.07.03 [11:57] micola

W akademiku który znam, puszki z mlekiem skondensowanym wybuchły dwa razy, wcale nie było to śmieszne, tym bardziej że w tym drugim przypadku przy kuchni gotowała coś inna osoba i została poparzona zawartością puszki, były obawy o oczy, na szczęście skończyło się na niezbyt groźnym poparzeniu i siniaku oraz wielkim przerażeniu. A osoby które gotowały pechowe puszki posprzątały oczywiście całą kuchnię, co w cale nie było proste.
Przestrzegam przed takim robieniem kremu !!!

Zgłoś 04.08.03 [21:55] Lisica

Tata często urzędował w kuchni. Najczęściej przyrządzał eleganckie niedzielne śniadania. Kiedyś postanowił swój babiniec odciążyć i na śniadanie usmażył piękne, rumiane placuszki typu racuchy. Posypane cukrem pudrem wyglądały bardziej niż apetycznie. Mama, siostra i ja zasiadamy do stołu, nakładamy racuszki, no i odgryzamy kęs... Puszyste - i owszem; słodkie od pudru; wewnątrz gorycz nie do przełknięcia. Po dłuższym dochodzeniu okazało się, że tata zamiast użyć oliwy do smażenia, użył P O K O S T U.
Apel: Nie smażcie na pokoście.
Lisica

Zgłoś 08.08.03 [13:07] manja

Mając ok. 11 robiłam z kuzynką naleśniki na prawdziwej kuchni węglowej u babci. W pewnym momencie zapalił nam się tłuszcz na patelni, pomyślałam wtedy (mądre dziecko), że skoro pożar to trzeba wodą i wylałam na patelnię pełna szklankę H2O. Ogień buchnął pod sufit, kuzynce coś się opaliło (grzywka lub brwi, nie pamiętam), a patelnię zgasiłyśmy w śniegu na podwórku.

Zgłoś 08.08.03 [13:12] manja

A kiedyś gotowałam jajka i zupełnie o tym zapomniałam. Zeszłam do kuchni po ok. 2 godz. i zaniepokoił mnie straaaaaszny smród... Jedno jajko się zwęgliło, drugie wybuchło wykonując wielce dekoracyjny szlaczek na kafelkach, wyciągu, kuchence, ekspresie do kawy i zlewie. Zmywało się parszywie a śmierdziało jeszcze następnego dnia.

Zgłoś 22.08.03 [08:44] JOLCIA

Było to dość niedawno, kiedy moja mama była w szpitalu. Tato z bratem postanowili ugotować niedzielny obiad, wiadomo rosółek, makaron itd.
Z rosółkiem nawet poszło nieźle, ale gorzej z makaronem - zgodnie z przepisem na opakowaniu osolili wodę, wrzucili makaron i miało sięto wszystko gotować 10 minut. Tylko że niestety nie wiedzieli że makaron wrzuca sie do gotującej wody.
W efekcie z makaronu zrobiła sie zupa i nawet kury nie chciały się tego złapać. Na szczęście brat sie ożenił i mają kogoś kto im ugotuje makaron. usmiech.gif

Zgłoś 23.08.03 [00:06] siostra

skoro o jedzeniu to i ja dożuce dwa grosze, raz moja siostra postanowiła uraczyć mnie plackami ziemniaczanymi, które uwielbia, oczywiście zapewniała mnie, że wie jak się je robi, przychodzę z pracy stół nakryty, wchodzi dumna siostra z talerzema pełnym placków, nakładamy n placki śmietanka cukier i.......... guma co sie okazało, wprawdzie dodała mąke ale ziemniaczanąusmiech.gif